Prawo do roztargnienia także dla nie-sędziów

Każdemu z nas zdarza się czasem zrobić coś bezwiednie. Włożyć chleb do lodówki. Założyć koszulkę tył na przód. Zostawić zakupy w sklepie. Myśleć jedno, mówić drugie. Tłumaczymy się potem: „zamyśliłem się”, „myślałem o czymś innym”, „myślami byłem gdzie indziej”. I tym tłumaczeniom się wierzy – bo przecież każdy czasem tak ma.

Zaledwie parę tygodni temu ta wspomniana wyżej oczywista oczywistość została mocno poddana w wątpliwość z uwagi na konsekwencje prawne, jakie wywołała. Jak można było usłyszeć w mediach: z powodu pozostawania w roztargnieniu – w baaardzo dużym uproszczeniu – pewien sędzia został uniewinniony przez Sąd Najwyższy od zarzutu kradzieży 50 zł. Nasi znajomi – a śmiemy przypuszczać, że pewnie i cała rzesza osób niebędących naszymi znajomymi, zastanawiali się potem: „ciekawe, czy gdyby taki zwykły Kowalski z roztargnienia wziął te 50 zł, to też by go sąd uniewinnił?”

Tak postawione pytanie mogliśmy uczciwie komentować, że tak – jest to jak najbardziej możliwe. Przesądzenie, czy doszło do kradzieży, wymaga bowiem ustalenia, czy sprawca miał zamiar jej dokonać. Jeśli nie miał takiego zamiaru, tj. nie chciał ukraść – a sąd to powinien ustalić w oparciu o wszystkie istotne okoliczności w sprawie – to o kradzieży nie może być mowy.

Z powodu braku zamiaru dokonania kradzieży uniewinniono właśnie jednego z klientów naszej kancelarii. Zarzucono mu kradzież paliwa na stacji benzynowej. Bo przyjechał na stację, bo zatankował do pełna, bo wsiadł do swojego auta i odjechał – a nie zapłacił. Wszystko to uchwyciła kamera. Wydawałoby się więc, że sprawa oczywista – i jak tu się wybronić…. A no tak, że przede wszystkim nie opierać się wyłącznie na tym, co widać na pierwszy rzut oka. Bo nagranie pozwalało dostrzec, jakie czynności klient wykonał, ale dopiero jego wyjaśnienia pozwoliły ustalić inną, a jakże kluczową kwestię – że tego feralnego dnia nasz klient był w drodze na pogrzeb swojego brata, z którym był bardzo związany. Nadto okazało się, że sprawca rzekomej kradzieży ma stałą pracę (stać go zatem na zapłatę za paliwo) oraz że po uzyskaniu informacji o zdarzeniu niezwłocznie uregulował on należność wobec stacji paliw.

Te okoliczności przekonały sąd, że klient nie zapłacił za paliwo, nie dlatego, że nie chciał, a dlatego, że był właśnie roztargniony, zamyślony i rozkojarzony. W świetle zasad doświadczenia życiowego decyzja sądu musi jawić się jako oczywista i słuszna.